Chrzest ognia (Saga o wiedźminie, Book 3)

By Andrzej Sapkowski

Switched over utilizing Calibre from FB2 dossier stumbled on on bookfi.org. caliber is superb, i've got checked it myself and that i needs to say that it even appears like it was once retail.
***
Trzeci tom tak zwanej "Sagi o wiedźminie".
Cztery królestwa ogarnia wojenne szaleństwo.
Piękna Filippa Eilhargt powołuje tajną lożę czarodziejek.
Wiedźmina dręczą sny.
Andrzej Sapkowski, arcymistrz światowej myth, po raz kolejny zaprasza do swej krainy Nigdy-Nigdy i przedstawia trzeci tom wychwalanej przez krytykę i uwielbianej przez czytelników wiedźmińskiej sagi.
Geralt, wyleczony przez driady z ran odniesionych w czasie nieudanego puczu na wyspie Thanedd, wyrusza na poszukiwanie przeznaczonego mu Dziecka Niespodzianki. Oprócz nieodłącznego Jaskra, trubadura i domorosłego filozofa, do kompanii wiedźmina przystępują: pełna temperamentu łuczniczka Milva, nilfgaardzki rycerz — koszmar ze snów Ciri, którego poszukująnajlepsi szpiedzy Cesarstwa, sprytny gnom zwiadowca, pięciu rubasznych krasnoludów oraz noszący się staroświecko i pachnący intensywnie ziołami cyrulik — osobnik jakby nie z tej bajki.

Show description

Preview of Chrzest ognia (Saga o wiedźminie, Book 3) PDF

Similar Fantasy books

Cold Magic (The Spiritwalker Trilogy)

The Wild Hunt is stirring - and the dragons are eventually waking from their lengthy sleep. .. Cat Barahal was once the one survivor of the flood that took her mom and dad. Raised via her , she and her cousin, Bee, are blind to the hazards that threaten them either. although they're in starting of the economic Age, magic - and the facility of the chilly Mages - nonetheless carry sway.

The Heroes

They are saying Black Dow's killed extra males than iciness, and clawed his method to the throne of the North up a hill of skulls. The King of the Union, ever a jealous neighbor, isn't really approximately to face smiling via whereas he claws his approach any larger. The orders were given and the armies are toiling during the northern dust.

The Crimson Campaign (The Powder Mage Trilogy)

GUNPOWDER AND BULLETS WILL be sure THE VICTOR. while invasion looms. .. Tamas's invasion of Kez leads to catastrophe while a Kez counter-offensive leaves him bring to a halt at the back of enemy strains with just a fraction of his military, no provides, and no desire of reinforcements. greatly outnumbered and pursued via the enemy's top, he needs to lead his males on a reckless march via northern Kez to defense, and again over the mountains in order that he can protect his state from an indignant god, Kresimir.

Scar

A tremendous fable of really good range and spellbinding mind's eye. A human shipment certain for servitude in exile . .. A pirate urban hauled around the oceans . .. A hidden miracle approximately be published . .. those are the elements of an magnificent tale. it's the tale of a prisoner's trip. Of the hunt for the island of a forgotten humans, for the main incredible beast within the seas, and finally for a fabled position - an immense wound in fact, a resource of unthinkable energy and probability.

Extra resources for Chrzest ognia (Saga o wiedźminie, Book 3)

Show sample text content

Nie tylko ze złości, ale through przekrzyczeć Wzmagający się hałas. Z dołu zaryczały dziesiątki, może setki gardzieli. Na bruggeńskich knechtów zwaliło się kolejne natarcie. Ale tym razem z dwóch stron jednocześnie. Odziani w sine tuniki z szachownicami Verdeńczycy cwałowali po grobli, a zza stawu, uderzając na flankę obrońców, wypadł silny oddział jazdy w czarnych płaszczach. — Nilfgaard — rzekła krótko Milva. Tym razem piechota z Brugge nie miała żadnych szans. Kawaleria przedarła się przez zapory i w mgnieniu oka rozniosła obrońców na mieczach. Sztandar z krzyżem upadł. Część pieszych rzuciła broń i poddała się, część usiłowała uciekać w kierunku lasu. Ale od strony lasu zaatakował trzeci oddział, wataha niejednolicie umundurowanych, lekkozbrojnych jeźdźców. — Scoia'tael — powiedziała Milva, wstając. - Teraz już pojmujesz, co się dzieje, wiedźminie? Dotarło do cię? Nilfgaard, Verden i Wiewiórki w kupie. Wojna. Jak w Aedirn przed miesiącem. — To rajd — pokręcił głową Geralt. - Wyprawa łupieska. Tylko konnica, żadnej piechoty… — Piechota dobywa fortów i prezydiów. - Tamte dymy, myślisz, z czego? Z wędzarni? Z dołu, od wioski, dobiegały ich dzikie, przeraźliwe krzyki zbiegów, doganianych i wyrzynanych przez Wiewiórki. Z dachów chat buchnęły dymy i płomienie. Silny wiatr przesuszył strzechy po porannej ulewie, pożar szerzył się błyskawicznie. — Ot — mruknęła Milva — z dymem pójdzie sioło. A ledwie co odbudowali po tamtej wojnie. Dwa lata w pocie czoła stawiali zręby, a zgorzeje w parę chwil. Naukę by way of z tego wyciągać! — Jaką? - spytał ostro Geralt. Nie odpowiedziała. Dym z płonącej wioski wzbił się wysoko, sięgnął urwiska, zaszczypał w oczy, wycisnął łzy. Z pożogi rozbrzmiały wrzaski. Jaskier zrobił się nagle blady jak płótno. Jeńców spędzono w kupę, otoczono pierścieniem. Na rozkaz rycerza w hełmie z czarnym pióropuszem jeźdźcy zaczęli siec i kłuć bezbronnych. Padających tratowano końmi. Pierścień zwierał się. Krzyki, które dobiegły do urwiska, przestały przypominać głosy ludzi. — I my mamy iść na południe? — spytał poeta, patrząc wymownie na wiedźmina. - Przez te pożary? Tam, skąd nadciągają tacy rzeźnicy? — Wydaje mi się — odrzekł z ociąganiem Geralt — że nie mamy wyboru. — Mamy — powiedziała Milva. - Mogę przeprowadzić was once lasami na Sowie Wzgórza i z powrotem do Ceann Treise. Do Brokilonu. — Przez płonące lasy? Przez zagon, przed którym ledwo uciekliśmy? — Pewniejsze to niż droga na południe. Do Ceann Treise jest wszystkiego czternaście mil, a ja znam ścieżki. Wiedźmin patrzył w dół, na ginącą w pożarze wieś. Nilfgaardczycy uporali się już z jeńcami, jazda formowała się w kolumnę marszową. Pstrokata wataha Scoia'tael ruszyła gościńcem wiodącym na wschód. — Ja nie wracam — odrzekł twardo. - Ale przeprowadź do Brokilonu Jaskra. — Nie! — zaprotestował poeta, choć nadal nie odzyskał normalnych kolorów. - Jadę z tobą. Milva machnęła ręką, podniosła kołczan i łuk, zrobiła krok w stronę koni, nagle odwróciła się. — Do diabła — warknęła. - Za długo i za często elfów od zguby ratowałam. Nijak mi teraz patrzeć, jak ktoś ginie!

Download PDF sample

Rated 4.17 of 5 – based on 6 votes